Tags: 2F

Drama o odnosu majke i kćeri, bazirana na novinskom članku. Siromašna majka, za koju se njena kćer Ajša odbila brinuti nakon što je počela zarađivati kao prostituka radi manipulacije koju je ova provodila nad njom cijeli život, tijekom dugačke svađe s Ajšom baca kćeri kiselinu u lice, uništavajući joj život i ljepotu.


GODINA: 2004. 

BROJ ŽENSKIH LIKOVA: 2

LIKOVI NEODREĐENOG SPOLA: 1 + MUŠKI GLASOVI

PRIJEVOD: GABRIELA ABRASIEWICZ i BERENIKA NIKODEMSKA

AUTORSKA PRAVA: Sva prava pridržana.



POSTACI:
MATKA
AISZA
ZWĄTPIENIE
&
GŁOSY




WIADOMOŚCI


Nowy Jork – 35-letnia Amerykanka została oskarżona o zabójstwo męża, którego pobiła, a następnie zarżnęła swoim pantoflem na cienkim i wysokim obcasie – donosi brooklyńska policja. Nieszczęśnik zmarł wczesnym wieczorem na skutek ciężkich obrażeń klatki piersiowej, głowy, tułowia i szyi.


Ancorage – 44-letniemu mężczyźnie podczas interwencji chirurgicznej przyszyto penisa, którego po kłótni i seksie na zgodę odcięła mu była żona, po czym wyrzuciła narząd do muszli klozetowej i spuściła wodę. Na wezwanie policji pracownicy pogotowia hydraulicznego zdemontowali muszlę i zdołali odnaleźć amputowanego penisa.


Stambuł – Kobieta i mężczyzna przebywający w tureckim więzieniu wykopali dziurę między celami, aby uprawiać miłość, wynikiem czego była ciąża i poród. Za niszczenie mienia państwowego zostali skazani na karę dodatkowych 4 miesięcy pozbawienia wolności


Hong-Kong – Lekarze walczą o życie 23-letniej kobiety. Podczas kłótni matka oblała jej twarz kwasem solnym. Jako powód sprawczyni podała zaniedbania ze strony córki, która pracując i zarabiając na siebie jako prostytutka, nie zapewniła matce finansowego i emocjonalnego wsparcia.


WKRÓTCE


MATKA:

Wkrótce. Będziesz piękna. Urodzisz się z łatwością. Jakbyś wiedziała, że cudownie będzie żyć. Kiedy wynurzysz się ze mnie, uśmiechnę się. Mój uśmiech zostanie na twojej twarzy.

Wktótce. Dwie, ale takie same. Ty i ja. Będę na ciebie patrzeć, nawet gdy będę spać. Pod moim okiem nic ci się nie stanie. Będziesz tylko rosła. Będę cię trzymać pod rękę. Utrzymywać równowagę. Uczyć cię chodzić trochę ponad ziemią. Będziesz niepokonana. Nie będziesz się bała. Dokąd nie pójdziesz, będę się za tobą skradać, cicho i nieśmiało. Niepostrzeżenie. W stanie gotowości. Za twoimi plecami.

Wkrótce. Będę cię nosić na rękach. Mój kruchy skarbie. Będę cię strzec od chłodu, niepokoju i zła. Śpij. Bystre spojrzenie, duże oczy. Długie kroki. Przypieczętowany los pełen szczęścia. Wkrótce.

ZWĄTPIENIE


ZWĄTPIENIE:

Czy kiedykolwiek wątpisz?


MATKA:

Nie.


ZWĄTPIENIE:

Nigdy, nawet gdy wierci się w twoim brzuchu i kopie nóżkami? Zastanawiasz się, czy da sobie radę?


MATKA:

Da radę.


ZWĄTPIENIE:

Musi dać sobie radę. Zrobi to dla siebie i dla ciebie. Ty przecież nie dałaś rady.


MATKA:

Nie dałam! Teraz wiem jednak dużo więcej, niż kiedyś. Wskażę jej właściwą drogę.


ZWĄTPIENIE:

To jedyny sposób, żeby została Kimś. Ale co ty możesz o tym wiedzieć? Nic przecież nie masz.


MATKA:

Kiedyś miałam. Porcelanową cerę, doskonałe nogi, młodość, świeżość.


ZWĄTPIENIE:

A teraz... Spójrz na siebie. Masz obwisłą skórę, żółte zęby, roztyłaś się. Nic już nie masz.


MATKA:

Ona będzie mądrzejsza ode mnie. Wykorzysta wszystko, co ma. Musi stać się doskonałym produktem i sprzedać samą siebie. Sukces – to są pieniądze.


ZWĄTPIENIE:

Może są jakieś inne sposoby?


MATKA:

Ja wiem najlepiej, że nie ma. Próbowałam.


ZWĄTPIENIE:

A czy ona mogłaby spróbować?


MATKA:

Spróbować i popełnić błąd? Życie jest tylko jedno. Musi mieć cel i być konsekwentna. Jeśli nie chce skończyć...


ZWĄTPIENIE:

Jak ty.


MATKA:

Jak ja. Z niczym, sama jak palec. Ale co ty o tym wiesz? Żyjesz sobie wygodnie znęcając się nad innymi.


ZWĄTPIENIE:

Jestem zwątpieniem. Ja tu jestem od zadawania pytań.


WSPÓŁCZESNOŚĆ – MATKO, TY JESTEŚ WINNA


Światło.


AISZA:

Kiedyś byłam piękna. Kiedyś byłam żywa. Jeszcze niedawno byłam Aiszą. Teraz jestem nikim.


MATKA:

Jestem nieee – win – naaa!


AISZA:

Jesteś winna, matko. Nie jesteś matką. Jesteś krokodylem. Nie mam już matki. Ona mnie urodziła i ona zabiła. Moja skóra jest poparzona. Wypaliło mi oczy. Mięśnie zanikły. Nigdy więcej nie przeżyję namiętności. Mężczyźni już dla mnie nie istnieją. Znowu mogę tylko czuć pożądanie i pot zlepionych ciał. Jego paznokcie drapią i zostawiają czerwone pręgi na skórze. Pogryzienia i ślady na moim brzuchu i brudnych prześcieradłach słono-gorzkiego łóżka. I pocałunki, i nasza nieistniejąca miłość, ale wtedy byłam przynajmniej – wtedy przynajmniej byłam żywa. Za każdym razem, kiedy leżałam na plecach i patrzyłam na jego owłosione ramiona, jak trzęsą się w rytm dewastacji mojego ciała, widziałam światło.

Tysiące świateł. Czerwone i żółte błyszczące światła wielkich miast. Metaliczny błysk dopiero co wzniesionych budynków. Niebiesko-czarne niebo. Światła reflektorów w dyskotekach. Tupanie tysięcy nóg.

Tańczą i skaczą i tańczą i skaczą i tańczą i skaczą i ja skaczę z nimi. Rozbijam głową szkło na setnym piętrze odrapanego wieżowca, i – lecę, wlatuję prosto między nich i oni wyciągają do mnie ręce, witają się ze mną, wyrywają mi mięso, i ja się śmieję, wyję ze szczęścia i jestem żywa, żywa, żywa, ży-wa!!!


MATKA:

Mogłaś zostać tutaj.


AISZA:

Nie mogłam tu zostać. Zamknięta z kimś takim, jak ty, kto mówi, co mam robić i dokąd iść, dokąd nie chodzić albo jak wielki krok mam prawo zrobić.


MATKA:

Chciałam, żeby twoje życie było drogą, która prowadzi na sam szczyt.


PRZESZŁOŚĆ – LEKCJA


MATKA:

Wciągnij brzuch. Jak ty stoisz? Wyprostuj się.


AISZA:

Nikt na mnie nie patrzy.


MATKA:

To musi wejść ci w krew. Bez względu na to, kto patrzy. Zawsze masz być taka. Piękna. Atrakcyjna. Pociągająca.


AISZA:

Przecież teraz już jestem atrakcyjna, prawda?


MATKA:

Ale jesteś głupia, moja mała. Przed tobą jeszcze długa droga. Chodzisz jak kulawy bocian. I wstydzisz się porządnie wystawić cycki.


AISZA:

Nie wstydzę się.


MATKA:

Wstydzisz się. Ale i to minie. Musisz poćwiczyć. Szczęściu trzeba pomóc. Krew. Pot. Ciężka praca.


AISZA:

I co wtedy?


MATKA:

Wtedy będziesz mogła wszystko. Będziesz mogła wybierać, jak chcesz żyć. Wziąć wszystko, czego zapragniesz. To, co ci się należy.


AISZA:

A co by było, gdybym nie była piękna?


MATKA:

Nic. Nikt by na ciebie nawet nie spojrzał. Wiecznie byłabyś głodna i zajechana.


AISZA:

Wygląda na to, że ty dużo nie ćwiczyłaś.


MATKA:

Mały bezczelny szczurze. A kto mówi, że nie ćwiczyłam?


AISZA:

To dlaczego tu wylądowałyśmy?


MATKA:

Wypadki chodzą po ludziach. Fatalne spotkanie z twoim tatą. Widzisz, jaką masz dobrą matkę. Wszystko ci wyjaśniłam zawczasu. Mam nadzieję, że nie będę musiała niczego powtarzać.


AISZA:

A kiedy będę mogła w końcu wyjść?


MATKA:

Gdy będziesz gotowa. Gdy staniesz się gotowym produktem. Towarem bez wady. Będziesz żyła swoim cudownym, pięknym życiem. Wszyscy lubią ładne rzeczy. Szkoda, że są takie drogie. Szkoda, że my ich nie mamy. Jak ci się wydaje, ci, którzy dają jedzenie głodnym, te głupki, naprawdę nie wiedzą, że nikt się tym nie może najeść? Nie wiedzą. Nie wiedzą, co to prawdziwy głód. Szkło. Blask. Diamenty. Szkło. Blask. Diamenty. Szeleszczące, szeleszczące… Szszszsz. Ka-sa. Umarłabym, gdybym musiała patrzeć, jak cierpisz. Kocham cię.


AISZA:

Ja też cię kocham.


MATKA:

Będziesz posłuszna?


AISZA:

Będę.


MATKA:

Boję się.


AISZA:

Ty? Czego?


MATKA:

A co, jeśli mnie zostawisz?


AISZA:

Nie zostawię cię. Ty też mnie przecież nie zostawiłaś.


MATKA:

Matki nie zostawiają swoich dzieci. Zawsze byłyśmy razem. We dwie.


AISZA:

My dwie i nikt inny.


MATKA:

A potrzebujesz jeszcze kogoś? Przykro mi. To nie przejdzie. Przygotuj się. Każda kobieta, która się do ciebie zbliży, będzie cię chciała zabić. Każdy mężczyzna, który się do ciebie zbliży, będzie cię chciał jebać. Nigdy nie będziesz miała przyjaciół. Ale zawsze będziesz miała matkę. I wszystko, czego dziś jeszcze nie masz. W środku tej bańki stoi kolumna, niesłychanie wysoka i niesłychanie mocna. Sięga do samego kosmosu. Jest zbudowana z tego, co możesz sprzedać i z tego, co możesz kupić. K-A-S-A.


PRZESZŁOŚĆ – ZABAWA ŁADNYCH CHŁOPCÓW


MATKA:

Oni nie są lepsi od ciebie. Nie daj się zbić z tropu. Bądź dla nich miła. Niech cię pokochają.


AISZA:

Nie muszą mnie kochać. Niech płacą.


MATKA:

Będą płacić, ale zrób im dobrze. Musisz ich zadowolić. I przyzwyczają się do ciebie. Będą cię potrzebować jak powietrza. Jak wody i światła. Masz moc i możesz nimi dyrygować. Jesteś przepiękna. Pokaż im zęby. Ugryź ich, delikatnie. Niech pocieknie troszkę krwi. Będą cię cenić. A gdy któryś się w tobie zakocha, poznaj się na nim. Spójrz mu głęboko w oczy. Będą ślepe, mętne i wilgotne. Weź go za rękę. Poprowadź. Niech będzie miły. Niech ma wszystko, czego ty nie masz. I niech cię już zawsze kocha.


AISZA:

Jestem głodna.


MATKA:

Tam jest jedzenie. Gotowa?


AISZA:

Gotowa.


Matka wypycha Aiszę na zabawę.


GŁOSY ŁADNYCH CHŁOPCÓW:


- Okropne wino

- Chujowa impreza.

- Chodźmy gdzieś indziej.

- No to chodźmy. Nie. Poczekaj. Patrz.

- Gdzie? Co?

- Tam.

- Mmmm. Niezła. Zostajemy?

- Możemy zostać. Spójrz na nią. I co? Jak patrzy przed siebie…

- Stary, normalnie wyłożyłbym ją na stół i ściągnął gacie.

- Naprawdę jest słodka. I wystraszona.

- Co, staje ci na widok tych wystraszonych?

- Ona się niczego nie boi. Jest po prostu początkująca.


MATKA:

Wszystkiego się już uczyłyśmy! Wyprostuj plecy. Podnieś głowę. Odwzajemniaj spojrzenia. Ich zęby błyszczą w ciemnościach! Chcą cię zjeść! Ostrożnie! Żaden z nich nie może cię znaleźć na swoim talerzu! Wtedy nikt nie będzie już na ciebie polował! Oni cię pragną. Patrzą na ciebie. Patrzcie sobie! Najpiękniejsza!


AISZA:

Pięknie tutaj! Błyszcząco i lśniąco! To – to jest mój świat! Tu właśnie pragnę być! Wszyscy tego pragną, absolutnie wszyscy! A ja, ja tu jestem. Ja!


ZWĄTPIENIE


ZWĄTPIENIE:

Czy kiedykolwiek wątpisz?


AISZA:

Nie.


ZWĄTPIENIE:

Nawet w nocy? Gdy nie możesz zasnąć? Zastanawiałaś się kiedyś, czy są jakieś inne sposoby?


AISZA:

Nie. Wiem, co robię.


ZWĄTPIENIE:

Zastanawiałaś się, jak daleko możesz się posunąć?


AISZA:

To akurat wiem. Do końca.


ZWĄTPIENIE:

A co będzie, jeśli już się – zmęczysz?


AISZA:

Nie zmęczę się. Nie robię tego z byle powodu.


ZWĄTPIENIE:

Myślisz, że zawsze będziesz miała tę pewność?


AISZA:

A ty jak myślisz?


ZWĄTPIENIE:

Ja jestem zwątpienie. Nie muszę myśleć. Ja tylko pytam.


AISZA:

Wydaje ci się, że przez ciebie i ja zwątpię.


ZWĄTPIENIE:

Nie. Jestem tu, żeby wypowiadać na głos. To, o czym tobie zdarza się pomyśleć. Wierciłaś się w łóżku, prawda…? Zakrywałaś głowę poduszką, pociłaś się, zastanawiałaś, rozmyślałaś i serce ci łomotało… łup łup łup łup… Może jest jakieś inne rozwiązanie? Jaka chciała byś być, kiedy dorośniesz?


AISZA:

Chciałabym być szczęśliwa. I najedzona.


ZWĄTPIENIE:

A może ty będziesz czyimś mięsem? Przysmakiem swojego domowego zwierzątka. Przejebane. Nie boisz się starości? Wyschniesz na wiór. Język wyciągnie ci się do podłogi. Będziesz ją lizać. I gówna na niej też. I kurz. I ziemię. Umrzesz z przekleństwem na ustach. Czy myślisz, że tobie to się nie może przytrafić? Myślisz, że jesteś taka wyjątkowa?


AISZA:

Czy ty masz oczy? Spójrz na mnie! Spierdalaj, mądralo. Idź zawracaj głowę. Jakimś innym kretynkom.

PRZESZŁOŚĆ – O IDEALNYM ZWIERZĄTKU DOMOWYM


MATKA:

Aisza?


AISZA:

Co?


MATKA:

Tak sobie myślałam.


AISZA:

Tak sobie myślałaś.


MATKA:

O tobie. Jesteś już dorosła. Jak ten czas szybko leci.


AISZA:

Starzejesz się.


MATKA:

Ty również. Najwyższa pora. Musisz zabezpieczyć swoją przyszłość. Urządzić się jak najlepiej. Znaleźć najlepsze zwierzątko domowe, jakie istnieje. Żeby cię strzegło i pilnowało, pieściło i całowało.


AISZA:

Dlaczego teraz?


MATKA:

Później możesz się zmęczyć, zrezygnować i będzie ci wszystko jedno. Możesz zniedołężnieć. Zwiędnąć. Twarz ci poszarzeje. Albo wypadną włosy. A skóra zmieni się w skórkę pomarańczy. Zgniją ci zęby, a twój oddech będzie śmierdzieć. Zabezpiecz się. Wyjdź za mąż.


AISZA:

Dopiero zaczęłam żyć. Mam się uwiązać?


MATKA:

Przywiąż się tylko. Nic nie tracisz. Zyskujesz wszystko. Teraz, Aisza, kiedy jeszcze możesz, zrób to. Dla siebie. Dla mnie. Pamiętasz? TY odpoczywałaś, JA pracowałam. JA się męczyłam. MNIE bolało. TY spałaś. Beztrosko spałaś. JA się o nas troszczyłam. SAMA. JA. Sama. Teraz twoja kolej.

PRZESZŁOŚĆ – TRZYSTA SZEŚĆDZIESIĄT STOPNI CIEPŁA


AISZA:

Nawet nie wiem, jak wygląda. Pewnie jak każdy inny. Nic go nie będzie wyróżniać. Poza wyrazem twarzy, kiedy mnie zobaczy. Kiedy ja go zobaczę. Pośpiesznie będę rozmyślać. Jak mam cię uwieść? Nie jestem niewinna. Ani tylko twoja. Ale wiem, że nigdy mnie nie będziesz osądzać. Przytulę cię białymi rękami do twardych piersi. Obejmę cię gładkimi, matczynymi nogami, będę ci ściskać żebra, dopóki nie zabraknie ci tchu. Nasze dni niczym ziarenka piasku w wielkiej klepsydrze będą się powoli przesypywać.

Boję się być sama. Nocą, w łóżku, mroku. Spocona, niema, pusta. Sny, nocne mary. Roślina mięsożerna. Zjada mnie od środka. Wejdź do mojego pokoju. Pochyl się nad łóżkiem, kiedy śpię. Kołysz mnie na rękach. Trzysta sześćdziesiąt stopni ciepła. Proszę cię. Nigdy więcej cię o nic nie poproszę. Zjaw się. Będę cię uwodzić i uwiodę cię, będę cię nagiego całować, posiadać, kochać i stracę cię.


TERAŹNIEJSZOŚĆ – NA RINGU


AISZA:

Miał jasne oczy. Miał twarz dziecka. Ani trochę nie wydawał się zły. Idealne zwierzątko domowe.


MATKA:

Źle się zaczęło.


AISZA:

Wszystko od początku. Urodzona by grać w złych sztukach. Łoże małżeńskie na ringu bokserskim. JA, ja, a nie TY, ja tam byłam. Ciosy leciały w moją twarz! Oklaski głodnych. Ai-sza, Ai-sza, dalej, Ai-sza! Twoje dłonie klaszczą najgłośniej. Dalej! Dalej! Trzymaj postawę! Ręce do przodu. Wykrok! Nie poddajemy się!


MATKA:

Odważni ludzie się nie poddają.


AISZA:

Na niebie gwiazda. W głowie cel. Dąż do niego. Ślepo i z uporem. Opłaci ci się.


MATKA:

I mogło tak być.


AISZA:

Bez względu na to, jak bardzo cię boli? I jak będzie wyglądać, kiedy padniesz na plecy? Z rozrzuconymi nogami, pobity i krwawiący? Z zakrwawionymi biodrami. Na deskach. Ja.


MATKA:

Mogłaś rozegrać ten mecz trochę mądrzej.


AISZA:

Mogłam. Mogłam też zniknąć. Nawet zaczęłam już znikać. Stawać się dymem. Małą zmarszczką na niebie.


MATKA:

A potem uciekłaś.


AISZA:

Jak najdalej od swojego okrutnego, sytego i pyzatego pana. Swoja.


MATKA:

Wszystkich.


AISZA:

Swoja.


MATKA:

Wszystkich.


AISZA:

Swoja. Chociaż za każdym razem inne, wąskie łóżko. Inne, ale podobne, owłosione ramiona. Woń potu. Ale zawsze, prawie zawsze to samo światło. Nie ma nikogo, kto myśli, że mnie ma. Kto chce mi odebrać możliwość bycia, myślenia i życia. Nikogo poza tobą. Myślałaś, że co możemy zyskać dzięki temu głupiemu, naiwnemu pomysłowi, że istnieje na tym świecie ktoś, kto chce być czyimś wybawcą? Nie istnieje. Nie bez twojej krwi w zamian.


PRZESZŁOŚĆ – MIŁOŚĆ


AISZA:

Mi-łość. Wejdź. Rozgość się. Zdejmij buty. Chcesz się czegoś napić?

Mi-łość. Podejdź. Dotknij mnie.

Mi-łość. Zrelaksuj się. Jestem dobra. Pomogę ci. Nie zrobię nic, na co nie masz ochoty. Po prostu zrobię wszystko za ciebie.

Mi-łość. Śmiało rozbrzmiewaj. Przecież jesteśmy sami. Nikt cię nie słyszy i nikt nie widzi. Ty i tak nie będziesz winien. Wina jest moja. Ja tu sprzedaję. Ty nie masz z tym nic wspólnego.

Mi-łość. Nie bądź delikatny. Nie ma takiej potrzeby. Bądź, jaki zwykle jesteś. Dziwisz się, że tak dobrze cię znam? Krępuje cię to? Mnie nie. Wciąż udajesz? Daj, proszę cię. Wyjmij go. Włóż go we mnie. Nie mów mi – kocham cię.

Mi-łość. Uwolnij się. Ja daję ci miłość.


TERAŹNIEJSZOŚĆ – WOLNOŚĆ


AISZA:

Wolność. Za wszelką cenę. Jak to możliwe, że ty dalej tego nie rozumiesz? Pragnęłam być sama, bez ciebie.


MATKA:

Dlaczego więc wróciłaś tamtego dnia?


AISZA:

Interesowało mnie, jak wyglądasz, jak bardzo się pogrążyłaś. Jaka jesteś, teraz, kiedy wszystkie twoje plany spełzły na niczym. Muszę przyznać, że byłam ciekawa.


PRZESZŁOŚĆ – MIĘSO


Matka szoruje podłogę szczotką, którą moczy w wiadrze z wodą, jej ręce chronią rękawice. Energicznie, wściekle.


AISZA:

Witaj moja noro. Witaj matko.


MATKA:

Aisza?!


AISZA:

Okoliczności mnie do tego zmusiły. Nie przyszłam tu rozmawiać. Chcę się najeść i wyspać, a potem idę. Co tak śmierdzi? Jakby coś skisło. To ty?


MATKA:

Jakbyś kiedykolwiek szorowała, to byś wiedziała.


AISZA:

Szorujesz i szorujesz, a nigdy nie jest czysto.


MATKA:

Wyglądasz, jakbyś się miała rozpaść na kawałki.


AISZA:

A i owszem. Jak miałabym się nie rozpaść? Jestem mięsem. Sczerniałym, zgniłym i zepsutym mięsem. Produktem z ciebie. Krwią z twojej krwi.

Kroisz i dzielisz na kawałki, żujesz i gryziesz, a później trawisz i wzdychasz z ulgą.

Wszyscy mnie próbowali. Tak. Dokładnie wszyscy, wkładali swoje mięso we mnie.


MATKA:

Zamilcz.


AISZA:

I było mi dobrze! Do tego przecież zostałam stworzona. By dawać swoje mięso.


MATKA:

Dlaczego nie wróciłaś do domu?


AISZA:

Ja nie mam domu. Jestem mięsem. Mię-sem! Mię-sem! Ku-puj-cie mię-so!


MATKA:

Gdzie byłaś przez cały ten czas?


AISZA:

W mięsnym.


MATKA:

Skąd tyle jadu?


AISZA:

Ty mi go dałaś. Dobry zawód. Sorry, mamo. Nigdy nie przyszło mi do głowy, by wrócić tu i zabrać cię ze sobą. Przykleiłabyś wargi do moich uszu i klepała te swoje pacierze. Twoje zasady mojej gry.


MATKA:

Jakaś ty głupia. Wszystko zaprzepaściłaś. I patrz, gdzie teraz jesteś. W tym samym miejscu. A wkrótce już nawet ładna nie będziesz.


AISZA:

Widzę, gdzie jestem. I jeszcze jestem ładna. Mogę odejść. A ty? Popatrz na siebie. Utknęłaś. Nawet szczury by uciekły przed tobą. Przed łakomstwem i głodem, co ci wyzierają z oczu. Kogo ci jeszcze trzeba? Będziesz umierać. Jęczeć z bólu, jak jęczałaś przez całe życie. I nikt ci nie pomoże! Nikt cię nie usłyszy! Nikt cię już dłużej nie będzie chciał słuchać! Już nikomu nie będziesz rozkazywać, ty egoistyczna, nudna, zepsuta i zła wiedźmo!


MATKA traci kontrolę i wylewa AISZY na twarz wodę z wiadra.


TERAŹNIEJSZOŚĆ – INNA


MATKA:

Wybacz mi.


AISZA:

Wybaczyłam ci. Teraz mnie masz. Będziesz się troszczyć o moje ciało, dopóki nie umrze.

Wypalona. Martwa. Będę stawiać kroki powoli i ciężko, bezsilna i ślepa. Będę słuchać, jak ludzie mamroczą na mój widok i jak unikają patrzenia na mnie. Jak przechodzą na drugą stronę ulicy, zakrywają rękami oczy, zakrywają oczy swoim dzieciom. Kobieta ze spaloną twarzą. Nie patrz na nią. Nie będziesz mógł spać. Zacznę się zastanawiać. Gdybym kiedyś zanurkowała ręką we własnym żołądku, co bym tam znalazła?


MATKA:

Nie myśl o przeszłości. Jutro…


AISZA:

Nie istnieje.

PRZYSZŁOŚĆ – TRZYSTA SZEŚĆDZIESIĄT STOPNI CIEPŁA


AISZA:

Pewnego dnia, kiedy się znowu spotkamy, zapytasz mnie, czego chciałam. Chciałam żyć. Szkoda też, że się wcześniej nie spotkaliśmy. Moja wojna dobiegła już końca. Złożyłam broń. Skiniesz głową. Stanowczo. Spojrzysz mi prosto w oczy. Przytulę cię kościstą ręką do już słabej piersi. Pocałujesz mnie. Obejmę cię drżącymi, niezgrabnymi nogami, będę ci ściskać żebra, dopóki mi nie uciekniesz. Nie będziesz się nawet wyrywać. Moje wypalone oko będzie na ciebie patrzeć panicznie i błagalnie. Zostań, zostań! Nawet się nie poruszysz. Twoją skwierczącą z podniecenia ręką będę przesuwać po przeoranych, spalonych policzkach. Nawet nie jękniesz z obrzydzenia. Znów cię będę uwodzić i uwiodę cię, będę cię nagiego całować, posiadać, kochać i nigdy cię nie stracę.




Facebook! TwitThis